Etykieta kursora
Portfolio
Usługi
Wiedza
O nas
Branże
Wiedza
Branże
FASHION
Usługi Shopify dla marek modowych i odzieżowych
Beauty & Cosmetics
E-commerce dla branży kosmetycznej
Home & Decor
Shopify dla marek wyposażenia wnętrz
ROZWIĄZANIA b2B
Usługi dla e-commerce B2B
/
Zofia Kulewicz, ANSIN: Jak z sukcesem przekuć markę osobistą w dochodowy biznes e-commerce?
Kulisy sukcesu marki ANSIN
Zofia Kulewicz, współwłaścicielka i dyrektorka kreatywna marki odzieżowej ANSIN, opowiada Tomkowi Runowiczowi i Maćkowi Czerniakowi, jak z pracy osobistej stylistki i kanału na YouTubie wyrosła marka, która zaczęła od cielistych podkoszulków dla mężczyzn, a dziś ma 17 osób w biurze i wypuszcza nowe produkty w dropach średnio raz w miesiącu. Rozmawiają o drodze produktu od mood boardu do sklepu, o tym, ile słuchać klientek, o influencer marketingu i TikToku, o budowaniu marki niezależnej od twarzy założycielki i o tym, co zmieniło przejście ANSIN na Shopify. Odcinek dla founderów i menedżerów marek modowych, które same projektują i szyją swoje produkty.
Zofia (Zosia) Kulewicz jest stylistką, współwłaścicielką i dyrektorką kreatywną ANSIN, marki odzieżowej, którą rozwija razem z Jarkiem. W ANSIN odpowiada za kreację, komunikację i produkt. Zanim została stylistką, pracowała w korporacji, m.in. jako menedżerka zespołu Google Ads. Jako personal shopperka pracowała z klientkami i klientami, a wiedzą o stylu dzieli się na swoim kanale na YouTubie. ANSIN szyje w Polsce i w czasie nagrania prowadził sklep internetowy od sześciu i pół roku.
ANSIN jest klientem wecanfly. Przy przeniesieniu sklepu na Shopify pomagaliśmy w ramach migracji na Shopify. O tym, jak pracujemy z markami odzieżowymi, piszemy na stronie Shopify dla marek modowych.
Tomek Runowicz i Maciek Czerniak prowadzą wecanfly, agencję Shopify Premier Partner, która pomaga dojrzałym markom w złożonych migracjach na Shopify Plus.
Case study ANSIN na podstawie tej rozmowy jest na blogu: Od marki osobistej do e-commerce na Shopify Plus.
00:00 Wstęp: w dzisiejszym odcinku
01:16 Historia powstania marki ANSIN
07:47 Jak stworzyć produkt, którego brakuje na rynku?
10:19 Proces projektowy: Od pomysłu do gotowej kolekcji krok po kroku
14:35 Skala biznesu e-commerce: Jak dziś rośnie ANSIN?
16:30 Strategia sprzedaży i cykl życia produktu w modzie
22:20 Czym jest produkt idealny? Intuicja vs. analiza danych
27:45 Jak feedback klientek zmienia proces produkcji?
30:36 Marka osobista a budowanie silnego sklepu online
32:21 Influencer marketing w branży fashion – czy to jeszcze działa?
36:55 Współpraca współzałożycieli: Podział ról w duecie Zofia i Jarek
38:49 Migracja na Shopify: Jak zmieniła się codzienna praca w ANSIN?
41:07 Największy "game changer" w rozwoju marki odzieżowej
46:10 Co zrobiłabym inaczej? Lekcje z początków własnego biznesu
48:32 Plany rozwoju i przyszłość ANSIN
51:19 Rady dla początkujących w e-commerce (must-watch!)
Poniższy transkrypt powstał na podstawie nagrania tego odcinka. Tekst przeszedł redakcję: poprawiliśmy błędy automatycznej transkrypcji, interpunkcję i scalone urwane zdania. Nie zmieniliśmy treści, kolejności ani sensu żadnej wypowiedzi. Za wszelkie błędy i nieścisłości odpowiadamy wyłącznie my — nie nasi rozmówcy. Jeśli coś wymaga korekty, napisz do nas.
Rozmowa nagrana zimą 2026 roku (premiera 10 marca 2026), więc liczby i plany ANSIN odpowiadają stanowi z tamtego czasu; pomijamy zwiastun z początku wideo.
Tomek: Cześć, tu Tomek Runowicz.
Maciek: I Maciek Czerniak.
Tomek: Na co dzień prowadzimy agencję wecanfly, w której pomagamy dojrzałym markom w złożonych migracjach na Shopify Plus.
Maciek: A to jest kanał Flying with Shopify, w którym rozmawiamy z ekspertami i founderami e-commerce. Zapraszamy na kolejny odcinek.
Tomek: Zawsze się z Maćkiem śmiejemy, że przed odcinkami robię research, przeszpiegi, próbuję znaleźć takie rzeczy. Na twój temat trudno było się przebić przez masę informacji. Jesteś w wielu podcastach, ostatnio widzieliśmy cię nawet w telewizji, więc jesteś wszędzie jako osoba, która mówi o modzie i bardzo dobrze się na niej zna. Naprawdę trudno było mi znaleźć rzeczy, które nie są stricte związane z twoim biznesem. Oczywiście przewijają się też kwestie rodzinne, ale wiadomo, nie o to pytamy. Zostańmy przy tym, że jesteś bardzo pracowitą stylistką, a dziś też właścicielką marki ANSIN. I o tym chcielibyśmy dziś porozmawiać, to jest clou naszego odcinka: jak z marki osobistej zbudowałaś markę ANSIN i czy ta marka osobista dziś bardziej pomaga, czy jest obciążeniem, z którym musicie sobie jakoś poradzić, żeby ANSIN wyszedł jako marka niezależna.
Maciek: Fajnie byłoby zacząć od początku. Rano przeglądaliśmy jeszcze twojego YouTube'a. Dużo ludzi, którzy opowiadają o swoich początkach, mówi: „Zobaczcie moje pierwsze filmy, wstydzę się ich” i tak dalej. My zaczęliśmy od najstarszych.
Zosia: Naprawdę? Od początku?
Maciek: Dokładnie. Odpalamy te pierwsze i mówię: „Kurczę, to nie wygląda źle”. Mieliśmy wrażenie, że nie ma jakiejś dużej przepaści.
Zosia: Tak uważacie?
Tomek: Od razu startowałaś autentycznie.
Zosia: Myślałam, że powiecie co innego. Myślałam, że powiecie: „Szacun, że cały czas trzymasz te filmy, że ich nie usunęłaś”.
Tomek: Że pokonałaś niesamowitą drogę.
Zosia: Naprawdę się tego spodziewałam. Bo widzisz, jak włączam swoje pierwsze filmy, to mam poczucie, że od tamtej pory przeszłam sporą drogę. A może to dlatego, że wiem, jak mnie to wtedy stresowało. Może zacznę od początku.
Tomek: Prosimy.
Zosia: Po studiach, a właściwie już w trakcie, wylądowałam w korporacji. Jednej, potem drugiej. Miałam w życiu pasję taneczną, a praca była dla mnie takim „od do”, żeby mieć się z czego utrzymać. Nigdy nie myślałam, że praca ma być moim spełnieniem. Pasje miałam swoje, a z czegoś trzeba było się utrzymać. Ale w pewnym wieku, miałam chyba około 26, 27 lat, zaczęłam sobie zadawać pytanie, czy nie fajnie by było robić w życiu coś, w czym to ty decydujesz, na ile i w jakich kierunkach się rozwijasz, w ogóle nie chodzisz na rekrutacje, tylko robisz swoje rzeczy i idziesz po swojemu. Zaczęłam testować różne rzeczy, do czego bym się w ogóle nadawała. Przewinęło się kilka pomysłów, aż w końcu natrafiłam na kurs osobistej stylistki. I tak się potem potoczyło.
Po tym kursie przez dwa lata rozwijałam swoją markę, zanim złożyłam wypowiedzenie w korporacji. To był stosunkowo długi czas, bo zwykle w podcastach biznesowych mówią, że pół roku to maks: jak jest nierentowne, to następne. Być może w większości przypadków tak jest. W moim nie było. Obsługiwałam klientów, ale to była praca freelancerska, jakieś początki, i rozwijałam to po godzinach. Wieczorami brałam klientów, chodziłam w weekendy, prawie każdy weekend byłam na zakupach. Specjalizowałam się w personal shoppingu, czyli chodzeniu na zakupy i porządkowaniu szaf. Miałam i klientów mężczyzn, i kobiety. W międzyczasie założyłam kanał na YouTubie. Te pierwsze filmy, o których wspominaliście, powstawały jeszcze wtedy, kiedy pracowałam na dwa etaty.
I przyszedł moment, że rezygnowałam z korporacji, chociaż jako stylistka wciąż zarabiałam mniej niż na etacie. Ale mówię: „Raz się żyje. Albo dam radę, albo nie dam rady. Jak się przewrócę, to wstanę. Jak się drugi raz przewrócę, to też jakoś wstanę”. I tak się złożyło, że to był dosłownie idealny moment. Jak tylko odeszłam, zaczęło przychodzić coraz więcej klientów i miałam więcej czasu na rozwój kanału na YouTubie.
Tomek: Dokładnie.
Zosia: Zaczęłam go prowadzić regularnie. Przez dwa lata co niedzielę wchodził filmik na YouTube. Byłam tak zdeterminowana, że może trzy niedziele w ciągu roku opuściłam. Później, kiedy miałam coraz więcej klientów i kanał fajnie się rozwijał, przyszedł moment, w którym zaczęłam tworzyć własne produkty: kursy online, webinary i tak dalej. Dziś mówi się o tym, jak to ująłeś, „marka osobista”, jakby to był jakiś podmiot. Ale zupełnie szczerze: tworzenie treści na YouTubie było dla mnie wtedy, i do dziś tak jest, realną potrzebą tworzenia i radością z tego, że nauczyłam się czegoś w pracy z klientami i mogę się tym podzielić z szerszym gronem odbiorców.
Tomek: Jasne, czyli naturalna kolej rzeczy.
Zosia: Kiedy zaczynałam, pojęcie personal brand chyba raczkowało, bardziej w Stanach, a w Polsce nie było jeszcze popularne. Dziś tak się to nazywa. Ale do sedna. Rozwinęłam te kursy online i webinary. Kiedy chodziłam z klientami na zakupy, praktycznie co drugi klient mężczyzna zadawał mi pytanie: „Zosia, co włożyć pod białą koszulę?”
Tomek: Okej.
Zosia: A ja mówię: „No, przydałby się taki cielisty podkoszulek. Ale w sumie nie ma takiego nigdzie”. Były gdzieś marki zagraniczne, ze Stanów. Ściągałam dla klientów takie T-shirty, ale zatrzymało mi je cło i w ogóle nie mogłam ich dostać. Prosty produkt, cielisty podkoszulek. I mówię do Jarka: „Dawaj, może zrobimy coś takiego”. Będę dalej chodzić jako stylistka na zakupy, bo kochałam to robić, od czasu do czasu zrobię jakiś webinar i będę miała jeszcze taki minisklepik z cielistymi podkoszulkami.
Tomek: Okej, czyli to było dla ciebie pierwsze zmaterializowanie pomysłu: zobaczyłaś potrzebę i odpowiedziałaś na nią konkretnym produktem.
Zosia: Tak. Moje założenia, a raczej marzenia, były wtedy takie, że postawimy sklep i będą w nim cieliste podkoszulki dla mężczyzn w trzech odcieniach. Będę je sprzedawać swoim klientom, może gdzieś na YouTubie polecę. I tak narodził się ANSIN. ANSIN pochodzi od słowa „unseen”, czyli niewidoczny.
Tomek: Niewidoczny. Tak, rozszyfrowaliśmy to, ale rzeczywiście teraz cała ta historia mówi o tym trochę więcej, nie?
Zosia: I tak to się wszystko zaczęło. Później sprzedaż tych T-shirtów bardzo ruszyła. Faktycznie się wyprzedawały. Panie od razu prosiły o damską wersję, więc ją stworzyliśmy. Za chwilę chciały dłuższy rękaw, inny dekolt, więc rozwinęliśmy ofertę. Potem zaczęliśmy wprowadzać produkty basicowe. Nie jestem z wykształcenia projektantką, więc podeszłam do tego krok po kroku i rozwijaliśmy basicowe produkty. A później, w miarę jak się rozwijaliśmy, zatrudniliśmy projektantów i stopniowo wprowadzaliśmy nowe kategorie asortymentu. Dziś pracujemy już na kolekcjach i mamy, można powiedzieć, markę odzieżową.
Tomek: A jak tworzyliście ten pierwszy produkt? Mówisz, że nie jesteś projektantką. Ciekawi mnie, jak przejść od pomysłu do tego, żeby coś faktycznie powstało.
Zosia: Mieliśmy wtedy znajomego, Łukasza, który zajmował się produkcją odzieży dla różnych marek. Pracował dla wielu marek na zlecenie i dał nam pierwsze kontakty do szwalni, do dostawców komponentów i do konstruktorów. Bo potrzebny jest konstruktor, który stworzy wszystkie odpowiednie rysunki, żeby osoba w szwalni wiedziała, jak to wyciąć, jak zszyć i tak dalej. Dzięki współpracy z nimi powstał pierwszy produkt.
Tomek: Od początku szyliście lokalnie, tutaj w Krakowie?
Zosia: Tak.
Tomek: Okej, czyli doszedł jeszcze lokalny patriotyzm.
Zosia: Tak. Kiwnęłam głową, bo „lokalnie” rozumiałam jako w Polsce. Ale pierwsze nasze T-shirty szyliśmy chyba w Łodzi, gdzieś koło Łodzi.
Tomek: Okej, w porządku.
Maciek: Ciekawią mnie jeszcze dwie rzeczy, cofając się trochę do początku. Pierwsza: skąd w ogóle wzięli się pierwsi klienci, z którymi chodziłaś na zakupy? Jak do ciebie docierali?
Zosia: To dobre pytanie, bo w sumie tego nie powiedziałam. Pracowałam w korporacji jako menedżerka zespołu od Google Ads. Rozumiałam ten program, wiedziałam, jak działa, umiałam go obsługiwać. Więc kiedy postawiłam swoją pierwszą stronę internetową, ustawiłam sobie reklamy w Google Ads. Nie musiałam płacić agencji.
Tomek: Super.
Zosia: Bo w żadnym wypadku nie miałam wtedy na to funduszy i nie mogłam sobie pozwolić na takie koszty. Ustawiłam to sama i tak docierali do mnie pierwsi klienci.
Tomek: Super.
Maciek: A druga rzecz to właściwie bardziej obserwacja. Wspominałaś, że tworzyłaś te wideo z pasji, dla radości tworzenia. Myślę, że osoby, które zaczynają przygodę z tworzeniem treści, często sobie tego nie uświadamiają: jeżeli ten proces nie sprawia ci przyjemności i robisz to z myślą, że gdzieś na końcu jest garnuszek pieniędzy…
Zosia: Nagroda.
Maciek: …to często się nie udaje. To wymaga wytrwałości. I pytanie: w którym momencie poczułaś, że to może w przyszłości być sposób na życie?
Zosia: W ogóle tak nigdy nie myślałam. Tworząc treści na YouTubie, w ogóle nie myślałam, że to ma być biznesplan. Wiesz, z czego wynika ta chęć tworzenia? Na początku masz jakąś wiedzę. Na przykład klienci na zakupach zadawali mi powtarzające się pytania, ja znałam rozwiązania, więc mówię: „Nagram o tym filmik i więcej ludzi o tym usłyszy”. Tak było na początku. A później chęć tworzenia bierze się na przykład z komentarzy odbiorców, bo mam po 150 komentarzy i tam są dyskusje, ludzie się z czymś nie zgadzają. Moi odbiorcy i ich opinie są źródłem mojej twórczości. I mówię: „Kurczę, to ja wam powiem, jak ja do tego podchodzę”. To potem nakręca, jak już zbudujesz kanał.
Tomek: Tak, bo tym kontentem rozpalałaś dyskusję i z niej mogłaś wyciągać kolejne wątki. Na pewno kluczowe było to, co powiedziałaś: że na początku w twojej głowie to nie miało znamion biznesu i przez to było bardziej naturalne i bardziej wiarygodne. Robiłaś to z czystej chęci dzielenia się wiedzą, uczenia, edukowania innych, a gratyfikacja przyszła z czasem i w bardzo naturalny sposób.
Tomek: Zosiu, powiedziałaś, że zaczęliście od jednej koszulki, nawet nie T-shirtu, tylko koszulki pod koszulę.
Zosia: Koszulki, tak.
Tomek: Po czym zaczęliście się rozwijać do skali, w której jesteście dziś. Powiesz nam, jaką skalę dziś reprezentujecie? Jak duży jest ANSIN? Ile osób zatrudniacie albo jaki sztab ludzi pracuje na ofertę, którą możemy dziś znaleźć na waszej stronie?
Zosia: W naszym zespole jest zatrudnionych 16 osób w biurze. Oprócz tego logistykę i fulfillment mamy na zewnątrz. Współpracujemy też z freelancerami i agencjami zewnętrznymi, ale core team to 16 osób.
Tomek: A kto wchodzi w skład takiego zespołu?
Zosia: Największy jest zespół produkcji: dwóch projektantów, technolog odzieży, kupiec i head of product.
Tomek: Okej.
Zosia: To taki system naczyń połączonych, bez których nie powstanie ani jeden produkt. Wszystkie te osoby są potrzebne, żeby powstał nawet prosty T-shirt. Nie powiedziałam o tym, ale szwalnie i wszystkich konstruktorów też mamy na zewnątrz. Przepraszam, 17, bo mamy jeszcze Gabrysię, zapomniałam. Mamy jeszcze Gabrysię, krawcową. Pozdrawiamy Gabrysię. Od jakiegoś czasu mamy na miejscu krawcową, która szyje dla nas prototypy. To bardzo przyspieszyło proces samplowania, czyli odszywania pierwszych prototypów, bo mamy na miejscu własną wzorcownię i tam Gabrysia szyje część prototypów. Dalej mamy zespół marketingu, to trzy osoby. Do tego osoba od e-commerce, grafik, osoba od finansów i dwie osoby od obsługi produkcji.
Tomek: Opowiesz, jak przy takim zespole wygląda dziś proces powstawania produktu? Jak tworzysz kolekcję, czy planujecie ją na sezon? Czy to się zaczyna od pomysłu w twojej głowie i kończy na półce w sklepie internetowym? Jak to wygląda po kolei?
Zosia: Tak, dokładnie, zaczyna się od mojej wizji. Zazwyczaj zaczynamy sześć, siedem miesięcy wcześniej. Wtedy wyobrażam sobie, co chciałabym, żeby znalazło się w naszym sklepie, i tworzę mood board pomysłów. Później zderzam go z projektantkami, a one przekładają to na realne projekty. Potem jeszcze wzajemnie to komentujemy. Następnie projekt trafia do technologa odzieży, który przekazuje go konstruktorom, a konstruktorzy do szwalni. W szwalniach powstają pierwsze prototypy albo konstrukcje trafiają do nas i Gabrysia odszywa prototypy u nas. Dopiero kiedy powstanie pierwszy projekt, widzimy pierwszy prototyp. Czasami to kwestia jeszcze jednego odszycia i projekt jest gotowy, a czasami ośmiu przeszyć, dosłownie. I to są już niestety duże koszty produkcyjne. Ale im mam więcej doświadczenia, tym bardziej wiem, że jak chcę spać spokojnie, to ma być żyleta. Więc czasem trwa to tyle, bo coś trzeba przesunąć o centymetr, coś musi być krótsze, tkanina nie ta albo wypada z oferty, bo dostawca nagle przestaje ją produkować, albo kolor jednak nie pasuje do kolekcji. Po drodze może się wydarzyć wiele rzeczy, więc to zależy od produktu.
Tomek: Dopytam jeszcze o te siedem miesięcy. Siedem miesięcy przed tym, jak produkt pojawi się w sklepie?
Zosia: Tak. Teraz mamy siedem miesięcy, ale rozważamy, czy nie wydłużyć jeszcze tego okresu, żeby mieć więcej przestrzeni właśnie na sytuacje, w których coś czasem trzeba podszyć osiem razy.
Tomek: Okej.
Zosia: Bo potem jest stres, nerwy. Nikt z nas tego nie chce i nie lubi. Ale to jeszcze rozważamy.
Tomek: Biorąc pod uwagę, jak w branży fashion wygląda ofertowanie i z jakim wyprzedzeniem pojawiają się kolekcje: mamy dziś środek zimy, a wy pewnie już zaczynacie prezentować lato, które za chwilę będzie się świetnie sprzedawało. Prawda jest taka, że pomysł musi się rodzić dobry rok przed tym, zanim produkt fizycznie będzie w sklepie i zacznie się sprzedawać.
Zosia: Właśnie tak. Chyba będziemy dążyć do tego okresu, do roku.
Tomek: A jak u was wygląda kwestia sesji zdjęciowych? Robicie sesję obowiązkowo dla każdej kolekcji? Czy macie stałe terminy, na przykład dwa razy do roku, bo macie dwa typy kolekcji?
Zosia: Na obecnym etapie rozwoju marki pracujemy na dropach. Dropy pojawiają się średnio raz w miesiącu i pod każdy drop organizujemy sesję. Zazwyczaj jest to więc około jednej sesji w miesiącu. Ale to też się zmienia, bo uważam, że nie można mieć sztywnych ustaleń. Marka się rozwija, więc może w przyszłym roku trochę zmniejszymy liczbę dropów, a może nie. To zależy też od odbioru naszych klientów.
Tomek: A publikowanie odzieży w dropach to bardziej strategia marketingowa, czy wynika raczej z produkcji? Jest tak pomyślane, bo to się lepiej sprzedaje?
Zosia: Obserwujemy, że nasi klienci lubią efekt świeżości. Kiedy pojawia się coś nowego, często na to reagują. Po prostu kupują. A działamy w systemie, w którym nie chcemy mieć dużych stanów magazynowych. Nie chcemy wyprodukować kilkuset sztuk jakichś spodni, które się potem na przykład nie przyjmą. I co wtedy z nimi zrobić? Pracując w systemie dropów, nie mamy dużych stanów magazynowych i dzięki temu produkty nam nie zalegają. Idziemy też bardziej w kierunku less waste.
Tomek: Super.
Zosia: Wtedy to się sprzedaje i nie mamy z tym problemu.
Tomek: Zmora e-commerce'ów, czyli duże stany magazynowe i stare rzeczy. Kiedy są już stare, w ogóle trudno je sprzedać. To jest niesamowicie trudne.
Zosia: Zawsze dążymy do tego, żeby każdy produkt był świetny. Nigdy nie ma tak, że wypuszczamy: „No w sumie jest słaby, nie będzie się sprzedawał, ale wypuszczamy”. Tak nie robimy nigdy. Zawsze wierzymy w każdy produkt. Ale koniec końców to rynek decyduje, czy ten produkt mu się podoba.
Tomek: Mówisz, że zależy wam na tym, żeby produkt był świetny. To jak wyglądają kryteria akceptacji? Co to dla was znaczy świetny produkt?
Zosia: Dla mnie przede wszystkim ma wzbudzać we mnie zachwyt. Kiedy widzę go na naszej modelce technicznej albo sama go zakładam i mi się podoba, bo sama bym to nosiła, to robi na mnie efekt. To zależy od przeznaczenia ubrania. Są ubrania, które zakładasz na weekend w Bieszczady, i one nie mają robić efektu wow tak jak moja dzisiejsza marynarka, która ma go robić kolorem, krojem czy tkaniną. Mają inne zastosowanie. Ale w jakiś sposób muszą wzbudzać zachwyt. Bardzo ważna jest dla mnie funkcjonalność ubrań. Zawsze zadaję sobie pytanie, gdzie klientka założy to ubranie, gdzie będzie w nim chodzić, na jakie okazje. I myślę o tym, że to nie ma być jedna okazja: dziś założy to na wesele, ale jak inaczej to wystylizuje, założy latem na wakacje, na urlop. To też jest dla mnie bardzo ważne kryterium.
Do tego wszystkie wykończenia, żeby ubranie dobrze się układało na sylwetce. Żeby drapowania, wycięcia, dodatki, cokolwiek tam jest, po prostu dobrze wyglądały. Kiedy klientka to włoży, ma się tak układać, ma tak leżeć. Nie jestem technologiem odzieży, ale im dłużej pracuję, tym lepiej widzę, jak niesamowicie ważna jest dziś wiedza technologów odzieży. To też jest kreatywny świat: odzież można wykończyć na różne sposoby, inne szwy, inne zakładki, inne plisy, różne dodatki, które sprawiają, że produkt finalnie tak, a nie inaczej układa się na sylwetce. Współpracujemy już z kilkoma technologami odzieży i to bardzo pomaga, bo ja mogę mieć jedną wizję, a ktoś mi ją zderzy z rzeczywistością i powie: „Słuchaj, nie ma opcji, żeby to tak rozwiązać”.
Tomek: Mówiłaś, że finalnie to rynek decyduje, czy produkt się przyjmie. Ile lat prowadzicie już ten e-commerce?
Zosia: Sześć i pół roku już.
Tomek: Sześć i pół roku. Czy w tym czasie nauczyliście się i macie już takie wyczucie, że wypuszczacie same bangery i pewniaki? Czy czasem trafi się coś, o czym myśleliście, że będzie chodzić jak dzik po szyszkach, a jednak nie?
Zosia: Powiem ci, może to nieskromnie zabrzmi, ale mam do tego dobrą intuicję. Zazwyczaj, i tego uczę się z sezonu na sezon, jak coś czuję na 100% i mam superzachwyt, to bardzo dobrze się sprzedaje. Nie myślę o sobie, że zawsze mam rację, więc lubię dużo słuchać ludzi w zespole i różnych sugestii. Powiedziałam „najczęściej tak jest”, bo zdarza się, że czegoś nie do końca czuję, posłucham kogoś i to też dobrze się sprzedaje. Więc czasem jestem otwarta na opinie innych. Często słucham zespołu, bo dziewczyny mają swoje zdanie, tak jak nasze klientki mają różne potrzeby. Chyba finalnie uczę się z sezonu na sezon podejmować dobre decyzje, bo to jest oparte na intuicji.
Powiem wam taką ciekawostkę: dany produkt sprzeda się tylko wtedy, jeśli zostanie wypuszczony w określonym momencie roku. Na przykład na Walentynki, rzucam przykład. Wtedy sprzeda się świetnie, ale jak wypuścimy go w kwietniu czy maju, nikt go nie kupi. Takich rzeczy też się uczę: że jest taki moment w roku, kiedy dane produkty będą się dobrze sprzedawać. Jest w tym trochę analizy. Codziennie robię sobie raporty sprzedażowe i widzę, co się sprzedaje dziennie, tygodniowo, miesięcznie, więc widzę, czym klientki są zainteresowane. Szczególnie ważny jest dla mnie dzień premiery. Kiedy wychodzą nowe projekty, co godzinę robię raport, co sprzedawało się najbardziej. Połączenie tej analizy, intuicji i znajomości rynku modowego chyba pomaga nam podejmować najlepsze decyzje. Myślę, że z sezonu na sezon jesteśmy w tym coraz lepsi. Ale zdarzają nam się jeszcze i pewnie będą się zdarzać, jak to się mówi w branży fashion, „hity kity”. Aczkolwiek dążę do tego i chciałabym wszystko przewidzieć. Ale nie mam takiej wszechmocy.
Tomek: Słuchaj, zastanawiam się nad tym, co powiedziałaś na samym początku o swoim kanale: że pod twoimi wideo pojawiały się dyskusje, a ty wyciągałaś z nich wątki do kolejnych filmów. Zaraz chciałbym przejść do tego, jak twój personal brand dalej się przekłada na markę i czy czujesz siłę jednego na drugie. Ale zastanawiam się, czy w fazie projektowania, kiedy w twojej głowie rodzą się pomysły, które przelewasz na mood board, sugerujesz się komentarzami pod produktami, opiniami klientów albo komentarzami pod twoimi filmami, w których piszą, że czegoś u was brakuje albo że chętnie zobaczyłyby taki produkt?
Maciek: Mówiłaś, że na personal shoppingu miałaś feedback prosto z ręki.
Zosia: Tak, zdecydowanie tak. Szczególnie kiedy powtarzają się prośby albo sugestie od naszych klientek. Mamy nawet wewnętrznie na Slacku kanał „Sugestie klientów”, gdzie dziewczyny z obsługi klienta wrzucają nam różne screeny czy wiadomości od klientów: czego by chcieli, co by zasugerowali i tak dalej. Dosłownie wczoraj mieliśmy premierę naszych pierwszych legginsów w ANSIN, fajnych, z wiskozy. I klientka zapytała, czy w tych legginsach jest miejsce na kluczyk do szatni.
Maciek: O, fajnie.
Zosia: Przeczytałam to i mówię: „A dlaczego my tego nie mamy?” Przecież to jest genialna sugestia. Od razu napisałam do projektantek: „Dziewczyny, jak będziemy doszywać, wprowadzamy kieszonkę na kluczyk”. Więc niektóre sugestie są genialne. Niemniej tego też się nauczyłam: to ty musisz mieć wizję na swoją markę.
Maciek: Oczywiście.
Zosia: Bo nie możesz słuchać wszystkich opinii, bo wtedy kręciłbyś się w kółko.
Maciek: To jest to, co mówił Henry Ford: gdybym słuchał ludzi, to zamiast samochodu dałbym im szybsze konie, nie?
Tomek: Tak. Chociażby.
Zosia: No właśnie. I tak samo jest na przykład z prowadzeniem kanału na YouTubie, bo ludzie mają oczekiwania. Tam już personalnie dostaję uwagi, że mogłabym być taka, robić tak, mówić tak. W tym wszystkim też musisz wiedzieć, który feedback wybrać i wziąć pod uwagę. Niektóre są bardzo wartościowe, jak choćby ta kieszonka na kluczyk w legginsach, ale są też takie, których po prostu nie przyjmujesz i idziesz swoją drogą. Bo nigdy nie zadowolisz wszystkich.
Maciek: Tak się nie da.
Zosia: To też jest ważna umiejętność w życiu, szczególnie kiedy jesteś wystawiony na opinie innych: że masz swoją wizję i liczysz się z tym, że jeśli z nią pójdziesz, niektórzy może od ciebie odejdą.
Tomek: Tak, zgadza się.
Maciek: Skoro jesteśmy przy tym: potrafisz określić, czy klienci przychodzą dziś bardziej do ANSIN, czy bardziej do ciebie? Jesteś w stanie to rozróżnić?
Zosia: Wiesz co, jeśli chodzi o online, to nie mam pojęcia, musiałbyś zapytać klientów. Ale co jakiś czas organizujemy Archive Sale, czyli wyprzedaże sampli z archiwalnych projektów i poprzednich kolekcji, na których spotykamy się z klientkami na żywo. Zawsze jest mi bardzo miło, kiedy dużo osób do mnie podchodzi, gratuluje i mówi, że ogląda kanał na YouTubie. Pewnie sporo jest wśród naszych odbiorczyń i klientek takich, które śledziły albo dalej śledzą moją drogę. To bardzo miłe. Ale przyznam też, że od początku mieliśmy z Jarkiem taką wizję na ANSIN. Na samym początku, przy cielistych podkoszulkach, nie mieliśmy żadnej wizji. Ale kiedy zaczęło się to dynamicznie rozwijać, oboje wiedzieliśmy, że chcemy, żeby ANSIN był brandem, który będzie mógł funkcjonować niezależnie od mojej marki osobistej. Od razu wiedzieliśmy, że ja będę wsparciem, będę twarzą, będę się pokazywać, ale chcemy tak rozwinąć ANSIN, żeby nawet gdybym nagle zniknęła albo chciała zniknąć z mediów, ANSIN dalej działał sam. Innymi słowy, żeby te dwie jednostki mogły działać niezależnie od siebie. Od razu mieliśmy taką wizję, dlatego od razu reklamy, influencerzy i strategia rozwoju, która nie skupia się tylko na jednej marce.
Tomek: Czyli korzystacie też z innych influencerów?
Zosia: Tak, zdecydowanie. Regularnie współpracujemy z mniejszymi i większymi influencerami.
Tomek: Działa wam to? Da się to zmierzyć?
Zosia: Czy to jest mierzalne? To dobre pytanie. Masz na przykład łatwą mierzalność w postaci tego, że dajesz komuś unikatowy kod zniżkowy i potem widzisz liczbę jego wykorzystań. Ale pamiętajmy, że czasami będzie to sprzedaż u danego influencera, a czasami sam wizerunek: ktoś cię bardzo ładnie, estetycznie pokaże i jego odbiorcy cię zobaczą. Nawet jeśli nie kupią, to jednak jest reklama. Zobaczą logo, zobaczą ubrania, usłyszą opinię tej osoby i tak dalej. Podchodzimy do tego różnie: nie zawsze musi się to przekładać na sprzedaż. Czasem chodzi o to, żeby się u kogoś pokazać, i to też jest forma reklamy. Kiedy liczysz inne reklamy, też czasem nie masz z nich sprzedaży, ale wyświetliły się jakiejś liczbie użytkowników.
Tomek: Wiadomo, czasami robisz to na świadomość marki, widoczność, na zimny ruch.
Zosia: Dokładnie. Z niektórych współprac nie masz na przykład sprzedaży, ale masz dużo nowych followersów na Instagramie, co w przyszłości też może się przełożyć na klientów.
Tomek: Skoro korzystacie z influencerów i myślę, że summa summarum to sobie chwalicie, bo to kontynuujecie i rozwijacie… Pytaliśmy o to, bo wydaje mi się, że to, jak ten kanał performuje, często jest trochę zagadką. Są bardzo różne opinie. Niektórym świetnie się sprawdza, inni twierdzą, że jest zupełnie niemierzalny i trudno wyciągać z niego daleko idące wnioski. Influencerów już omówiliśmy. Zakładam, że trochę z racji twojego zawodowego pochodzenia kampanie płatne to też coś, na czym ANSIN buduje widoczność i dociera do klientów. A są jakieś kanały, w które świadomie nie wchodzicie? Gdzie nie chcecie się pokazywać? Czy staracie się być, w cudzysłowie, wszędzie tam, gdzie może być potencjalny odbiorca?
Zosia: Nie, chyba nie mamy tak, że gdzieś nie chcemy wchodzić. Bardziej, że tak powiem, jeszcze uczymy się TikToka. Tak to delikatnie nazwę. Od pierwszych filmów na YouTubie dobrze szły mi zasięgi. Przyznam, że kiedy wrzucałam pierwsze filmy, od razu były zasięgi, i mam łatwość do tych długich form.
Tomek: No tak.
Zosia: Ale z krótkimi formami mam problem, przyznaję. To jest dla mnie trudne. Niby to samo, a jak masz zrobić te 30 sekund i to jeszcze tak, żeby od razu był huk, żeby ktoś się zatrzymał… Mam z tym trochę wyzwanie. Robię to po swojemu. Nie łapię jakichś superzasięgów, bo to na przykład nie jest tiktokowe. TikTok jest po prostu specyficznym środowiskiem. Ale nie poddajemy się, będziemy próbować. Pewnie w końcu nam to wyjdzie.
Tomek: Powiem ci szczerze, że TikToka się spodziewałem. Chyba najczęściej przewija się w rozmowach z osobami, które prowadzą e-commerce. Każdy wie, jak ważny jest ten kanał i jak duże zasięgi zbiera, i że jest tam coraz starsze pokolenie, bo to, które zaczynało, powoli wchodzi w etap zakupowy, a przynajmniej w taki, w którym zaczyna podejmować decyzje. Ale zdecydowana większość ma tę samą obserwację co ty. Pytanie też, czy są tam wasi klienci, bo jesteście jednak marką bardziej premium, nie?
Zosia: Tak, ale marki premium też dobrze performują na TikToku. Właśnie o to chodzi: trzeba wiedzieć, jak to zrobić.
Tomek: Też tak uważam.
Zosia: Myślę, że się da, tylko trzeba znaleźć na to swój sposób.
Tomek: To też ciekawe. Mam jeszcze jedno pytanie, bo powiedziałaś o tym kawałek i myślę, że można by to rozwinąć. Na razie mówimy o twojej pracy kreatywnej dla marki, o tworzeniu dużej ilości contentu i byciu twarzą marki. Ale wspomniałaś, że regularnie patrzysz w liczby. Gdybyśmy na chwilę zdjęli tę otoczkę medialną: na ile twoja codzienna praca operacyjna wiąże się z analityką, z patrzeniem w liczby i wyniki, z podejmowaniem decyzji na ich podstawie? Czy to raczej dziedzina Jarka, o którym już kilka razy wspominałaś, czy jednak jesteś blisko tego?
Zosia: Mamy z Jarkiem podzielone obszary odpowiedzialności w ANSIN. Jarek odpowiada za stronę biznesową, e-commerce'ową i zespołową, a ja za tę bardziej kreatywną, komunikacyjną i produktową. Nie da się tworzyć kolejnych kolekcji bez rozumienia historii poprzednich, bo dają nam one pewne sygnały od naszych klientek i o ich potrzebach. Więc analizuję głównie sprzedaż i to właściwie jest główna analityka, którą się zajmuję.
Tomek: Czyli głębiej to już dziedzina Jarka.
Zosia: To już jest dziedzina Jarka, więc musicie go zaprosić. On wam więcej o tym opowie.
Maciek: Ale analizujesz to w raportach w Shopify?
Zosia: W raportach w Shopify, tak.
Maciek: Skoro już padło to magiczne słowo: czy po migracji czujecie, że wasze życie operacyjne weszło na wyższy poziom?
Zosia: Zdecydowanie. Myślę, że wszyscy w zespole to odczuli. Patrzę teraz na nasz sklep i wreszcie mi się podoba. Do tego możliwości, które mamy dzięki temu, że jesteśmy na Shopify, i szybkie zmiany. Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale można dokupować aplikacje, które pozwalają wprowadzać pewne zmiany i tak dalej. Zajmuje się tym u nas Klaudia od e-commerce. Ja potem widzę finalny efekt na stronie i mówię: „Dziewczyny, good job”.
Tomek: Super robota.
Zosia: Przede wszystkim: jak tworzysz produkt premium, to on musi być zaprezentowany premium. Nie ma opcji, żeby produkt premium miał byle jakie opakowanie i byle jaką otoczkę, bo klient nie poczuje, że kupuje coś wyjątkowego, że płaci za coś więcej. Na pewno Shopify bardzo nam pomógł zrobić ten krok i nasz sklep wygląda dużo lepiej.
Maciek: A masz aplikację i słuchasz tych powiadomień, tego „ka-ching”, kiedy wpada sprzedaż?
Zosia: Nie.
Maciek: Najlepszy dźwięk na świecie.
Zosia: Proszę?
Maciek: Najlepszy dźwięk na świecie, po prostu. Powiadomienia o sprzedaży.
Zosia: Ale Jarek ma to włączone!
Tomek: A Jarek ma!
Zosia: Ma to włączone i czasami się na niego wkurzam. Jak był Black Week, myślałam, że oszaleję. On już śpi, a ja jeszcze zostawiłam sobie telefon na drewnianym nakastliku.
Maciek: I to cały czas wibruje.
Zosia: A ja wkurzona. Także nie, ja mam to wyłączone. Wchodzę co najmniej raz dziennie.
Tomek: Powiedz, z jakiej swojej albo waszej decyzji biznesowej jesteś najbardziej dumna? Co było dla was game changerem?
Zosia: Chyba nie mam jednej takiej decyzji. Staram się być dumna na bieżąco, kiedy coś nam dobrze wyjdzie, a dumna jestem wtedy, kiedy mam realne, mierzalne wyniki. Wtedy mogę powiedzieć: „Okej, jestem dumna”. Albo kiedy dostaniemy super opinię od klientki, kiedy jest zadowolona, kiedy do naszej obsługi klienta przychodzi wiadomość, że produkt świetnie spełnił jej oczekiwania, i opisuje nam to ze szczegółami. To taki moment: wow, super, po to to robimy. Dosłownie trzy dni temu jedna z influencerek, która nosi większy rozmiar, zamówiła w ramach współpracy sporo naszych rzeczy i wszystko dobrze na niej leżało. Oglądaliśmy to wideo i mówię: „Wow, to jest super”. To jest na przykład taki moment, w którym jestem dumna.
Zadałeś na początku pytanie o to, czego internet nie wie, i w sumie przypomniała mi się jedna historia, której internet chyba faktycznie nie zna. To było trzy lata temu. Pracowałam wtedy jeszcze jako personal shopper. Z sezonu na sezon miałam coraz mniej klientów i mniej slotów, kolejki do mnie były dłuższe, ceny wyższe i tak dalej, żeby mieć czas dla ANSIN. Ale wciąż miałam tych klientów. Bardzo lubiłam tę pracę, a to była dość niszowa usługa premium, więc każdego klienta obsługiwałam od A do Z. Pamiętam, że siedziałam po godzinach, coś poprawiałam, zamawiałam rzeczy dla klienta, wysyłałam mu linki i przygotowywałam stylizacje. Jarek widział, że siedzę po godzinach, a w ANSIN wszystko się dynamicznie rozwija. Już wcześniej nieraz rozmawialiśmy i on mówił: „Jezu, ile tych klientów? Już byś sobie to odpuściła”. A ja nie mogłam, bo emocjonalnie to była dla mnie fajna praca. To ona pozwoliła mi wyjść z korporacji, co było dla mnie bardzo dużym krokiem milowym, i nie mogłam jej zostawić. Pamiętam, że raz w ciągu dnia zabrał mnie na obiad, usiadł ze mną i powiedział: „Zośka, albo rezygnujesz ze współpracy, nie będziesz już stylistką. Jesteś creative director w ANSIN. Robimy to razem. Albo zostawiasz sobie tych klientów tak, jak sobie zostawiłaś, a ja kogoś zatrudnię. Ty będziesz naszą twarzą od czasu do czasu, ale chcę, żebyś wiedziała, że jak wejdzie ta druga opcja, to ja mam dużo mniejszą zajawę, żeby to robić”.
Tomek: Stanowczo.
Zosia: Ale szczerze, kiedy mi to powiedział, od razu pomyślałam: „Jezu, jak ja potrzebowałam to usłyszeć”. Że albo jedno, albo drugie. Albo wchodzisz na 100%. Są ludzie, którzy mają umiejętności, żeby ogarniać i to, i to, ale to zawsze rozprasza focus.
Tomek: Oczywiście.
Zosia: Albo tu, albo tu. Mówię: „Jarek, przybijam ci pionę. Dobra, musimy to zrobić. Kiedy?” Zostało mi jeszcze kilku umówionych klientów, więc mówię: „Dobra, obsłużę ich do końca”. I koniec. Pamiętam, że nagrałam jeszcze filmik na YouTubie, żeby się odciąć i to zakończyć. To była dla mnie emocjonalnie bardzo trudna decyzja, bo to ta praca pozwoliła mi odejść. Nie mówię, że w korporacji było mi źle, ale nie czułam się tam tak dobrze, jak prowadząc coś swojego. Kiedy prowadzę coś swojego, czuję, że jestem sobą. Lubiłam to robić. To było trudne. Finansowo, kiedy to kalkulowałam, jedno w ogóle nie miało się do drugiego, żeby było jasne. Ale czasami nie tylko finanse grają rolę. Nie zawsze finanse są najważniejsze. Właśnie o to chodziło. Taką decyzję podjęłam trzy lata temu.
Tomek: Brawa dla Jarka za to, że był tak odważny i postawił sprawę na ostrzu noża. Zadziałało tak, jak powinno. A gdybyś mogła, oczywiście hipotetycznie, cofnąć się do swojego początku w ANSIN: czy powiedziałabyś coś Zosi i marce ANSIN z tamtych czasów, żeby zrobiły coś inaczej? Żeby droga była szybsza albo żebyście rozwinęli się jeszcze bardziej? Czy z perspektywy czasu czujesz, że z czymś zwlekaliście, na coś się nie zdecydowaliście albo jakaś decyzja po drodze była nietrafiona? Czy raczej wydaje ci się, że zrobiliście poprawnie to, co mogliście wtedy zrobić?
Zosia: Właśnie to jest to, że nigdy nie wiesz, jak potoczyłyby się rzeczy, gdybyś zrobił coś inaczej. Ale myślę, że wcześniej poszłabym odważniej z kolekcją.
Tomek: Okej. W sensie nowe kolory, nowe stylizacje…
Zosia: Nowe fasony i tak dalej.
Tomek: …niekoniecznie wszystko stonowane.
Zosia: Na początku byliśmy marką basicową. Mieliśmy slogan „We are premium basics” i to miała być marka z basicami. W pewnym momencie, tak jak mówiłam, zaczęliśmy rozszerzać ofertę o kolejne kategorie, ale myślę, że wcześniej poszłabym odważniej.
Tomek: Okej. Też ciekawe.
Zosia: A z drugiej strony nie wiem. Może taka miała być droga, może to był dopiero ten moment.
Tomek: Być może trzeba było do tego dojrzeć.
Zosia: Mówię to dlatego, że bałam się tego ruchu, a ostatnie raporty pokazują nam, że im bardziej wyjątkowy produkt, tym lepiej się sprzedaje.
Tomek: Okej. Wyjątkowy w sensie…
Zosia: W sensie designu.
Maciek: Unikalny design.
Zosia: Na przykład ta marynarka jest odważna, patrząc na historię ANSIN, bo ma mocny kolor, szerokie ramiona, poduszki, więc jest oversize. To był odważniejszy krok.
Maciek: Gdybyśmy taką nosili, wyglądalibyśmy trochę jak George Michael. Taki klimat. Pomyśl o męskiej wersji, to wtedy kupimy.
Tomek: Tak jest.
Tomek: Zosiu, a jeśli możemy spróbować spojrzeć do przodu: w którym kierunku patrzycie dziś jako właściciele marki ANSIN? Może zdradzisz nam trochę planów, czy to co do kolekcji, czy dalszej ekspansji? Myślę, że ciekawie byłoby się dowiedzieć, w jakim miejscu waszych planów jesteście dzisiaj.
Zosia: Pomidor.
Tomek: Okej, dobra.
Maciek: A myśleliście kiedyś o wyjściu za granicę?
Zosia: Tak serio? Nie chcę o tym mówić, bo to są dla nas bardzo odważne decyzje.
Tomek: Okej.
Maciek: Jeszcze nie zapadły.
Zosia: Jeszcze nie zapadły. Ale jeśli pytasz, czy chcemy się rozwijać, czy myślimy o nowych kanałach i czy myślimy o zagranicy, to tak.
Maciek: Na wszystko tak.
Zosia: Tak, na wszystko tak. Myślimy, chcemy, ale marzy mi się powiedzieć wam na 100%, że tak, robimy to, kiedy już się to wydarzy.
Maciek: Na pewno dowiemy się jako pierwsi.
Tomek: Jest duża szansa, że będziemy wiedzieć jako pierwsi.
Zosia: Słuchajcie, bardzo możliwe. Szczególnie przy tej ekspansji.
Tomek: Tak, może tak być.
Zosia: Tak. Shopify na pewno nam to ułatwia, a przejście na Shopify było na pewno przygotowaniem pod dalsze kroki. W zeszłym roku usprawniliśmy trochę rzeczy biznesowych z nadzieją, że ten rok 2026…
Tomek: Umocniliście fundament, żeby teraz…
Zosia: Dokładnie. „Umocniliśmy fundament” to dobre słowo. Żeby móc w tym roku pójść dalej.
Tomek: Super, tego wam zdecydowanie będziemy życzyć i trzymać kciuki. Tę laurkę o Shopify sobie wycinamy i robimy z niej testimonial.
Maciek: Wiadomo.
Tomek: Dziękujemy za akceptację.
Zosia: Spoko.
Tomek: Maćku, masz jeszcze jakieś pytanie?
Maciek: Nie.
Tomek: Na koniec zawsze chcemy zostawić słuchaczy z insightami albo poradami naszych gości, z którymi mogą zostać i pomyśleć o sobie. Gdyby po drugiej stronie stołu siedział ktoś, kto zastanawia się nad pójściem waszą drogą albo nad otwarciem e-commerce'u, albo ktoś, kto już to robi, ale trochę mieli w miejscu i nie wie, co dalej: jakie wskazówki byś mu dała z twojej perspektywy? Jakie rady, żeby odważnie popatrzył na swój biznes?
Zosia: Pierwsze słowo, które mi przychodzi, to „próbować”. Jakkolwiek banalnie to brzmi, bez próbowania nie mamy żadnych realnych danych ani feedbacku z rynku. Można myśleć, że coś mogłoby być, i kreować wizje bez realnego startu. Wiele rzeczy może nam się wydawać, ale dopiero kiedy wystartujemy, mamy feedback. Widzimy, jak się w tym odnajdujemy, jak radzi sobie nasz biznes, jak reagują klienci i rynek. Więc pierwsze: trzeba po prostu spróbować. Drugie: realnie zderzyć się z feedbackiem rynku, i tym pozytywnym, i tym negatywnym. Czyli jeżeli coś nie idzie, to nie idzie i trzeba podjąć inne kroki: zmienić sposób działania albo zmienić produkt czy usługę. Nie wypierać tego, że nie idzie, i nie liczyć, że jakoś to się uda. Niekoniecznie.
Tomek: Trochę stanąć wtedy w prawdzie, nie?
Zosia: Właśnie, stanąć w prawdzie. Dokładnie.
Tomek: Nie bać się tego.
Zosia: To idzie, to nie idzie. I co robimy dalej? Więc myślę, że chodzi o realne przyglądanie się wynikom.
Tomek: Okej.
Zosia: Miało być jeszcze trzecie, tak? Miałam pomysł na trzecie. Chyba te dwa są najważniejsze: próbujesz, a potem zderzasz się z feedbackiem i realnie go analizujesz.
Tomek: Wydają mi się o tyle zasadne, że padają z twoich ust, czyli osoby, która w waszej marce zajmuje się głównie tym: słucha, czego ludzie oczekują i co im się być może nie podoba, i na tej podstawie buduje ofertę produktową ANSIN. Myślę, że z twojej perspektywy to rzeczywiście mogą być rzeczy kluczowe.
Maciek: Tak. Ja bym chyba dopowiedział to trzecie. Z historii, którą nam opowiadasz, wybrzmiewa chyba jasno, że byłaś w tym odważna. I że odwaga to coś, czego nie może w tych działaniach zabraknąć.
Tomek: A ja na koniec dodam jeszcze jedno: wiarygodność, od której zaczęliśmy, rozmawiając o twoim kanale i o tym, co robiłaś od początku. Ty, Maćku, też o tym wspomniałeś: jeżeli ktoś jest w tym, co robi, sztuczny, czyli postawił sobie raczej cel biznesowy niż realną potrzebę, na którą odpowiada, to odbiór nigdy nie będzie taki jak przy osobie, która naprawdę wierzy w to, co robi. Myślę, że to też jest istotne.
Tomek: Zosiu, bardzo ci dziękujemy za mega przyjemne spotkanie i naprawdę fajną rozmowę. Często rozmawiamy z ekspertami i specjalistami, którzy obsługują e-commerce'y z zewnątrz, a takie spotkania z właścicielami i przedstawicielami samych biznesów są super ciekawe, bo możemy zobaczyć wszystko trochę od kuchni. A jeśli dochodzi do tego produkcja, która też nie jest przecież standardem… Łatwiej prowadzi się e-commerce, który jest de facto dystrybutorem produktów. Z punktu widzenia operacyjnego jest to łatwiejsze. Nie mówię o zysku tego biznesu, bo wiadomo, marże są inne.
Zosia: Inne, tak.
Tomek: W przypadku firm produkcyjnych jest to zawsze niezwykle ciekawe. Dlatego z Maćkiem dopytujemy właśnie o te szczegóły.
Zosia: O produkcję.
Tomek: O produkcję, o to, jak to wszystko powstaje.
Maciek: Ciekawy jest też wymiar marki influencerskiej, bo to zupełnie inna historia. Często jest tak, że ktoś mówi: „Okej, zróbmy coś”. W fashion zazwyczaj wygląda to tak, że na rynku nie było produktu, którego ktoś szukał, albo nic mu się nie podobało.
Zosia: Właśnie. A widzisz, u mnie było inaczej. Fajne jest to, co powiedziałeś, bo dużo marek odzieżowych tak powstaje. Wiesz, co jeszcze chyba pomogło nam w rozwoju ANSIN? To, że od razu, z racji tego, że chodziłam z klientami na zakupy, nie patrzyłam na markę z perspektywy własnej potrzeby, tylko potrzeb innych ludzi, z którymi pracowałam. Zaglądałam im do szaf, chodziłam z nimi na zakupy i widziałam, czego im brakowało. Rozmawiałam z nimi. Dosłownie zaglądałam do szaf. Widziałam, w czym nie chodzą, w czym chodzą, w czym fajnie wyglądają, co było kupione bez sensu i tak dalej. Miałam trudno dostępne insighty z rynku, więc myślę, że to też nam pomogło.
Maciek: Jaka była najdziwniejsza rzecz, którą znalazłaś kiedyś u kogoś w szafie?
Zosia: Jakieś dziwne, szalone rzeczy?
Tomek: Matko, twoja wyobraźnia chyba za daleko poszła. Ludzie normalnie się ubierają.
Zosia: Chyba ludzie wiedzieli, że przychodzę.
Tomek: Dokładnie. Posprzątali w tych szafach.
Zosia: Raz miałam taką sytuację, że byłam u klienta i wyciągnęłam sweterek z misiem. Mówię: „O nie, w tym już nie będziesz chodzić”. A on: „Ojej, ale to mi kupiła żona”. A ona akurat przechodziła obok i wiedziałam, że mam przerąbane.
Tomek: Ale miał wytłumaczenie. Dziękujemy raz jeszcze, Zosiu. Naprawdę super rozmowa. Bardzo dziękujemy, że do nas wpadłaś, że znalazłaś chwilę i tak otwarcie podzieliłaś się wszystkimi informacjami. Myślę, że super interesujące było poznać od drugiej strony, jak ANSIN działa dzisiaj, ale też skąd się wywodzi i co stoi za sukcesem tej marki. Gratulacje dla ciebie, dla Jarka i dla całego zespołu. Teraz już wiemy: 17 osób.
Maciek: I Gabrysia.
Zosia: Z Gabrysią. 17, dobrze powiedziałeś.
Tomek: Ty jesteś po ekonomii, ja jestem po ekonomii. Mamy liczby we krwi. Super. Bardzo ci dziękujemy.
Zosia: Dobra, dzięki.
Maciek: Dzięki.
